"k100 opinii o..." to robocza nazwa nieregularnego cyklu tekstów, które chciałbym wam przedstawiać od czasu do czasu. Miałby on na celu rozpoczęcie dyskusji na konkretne tematy, czasem także te już bardziej oklepane, ale z perspektywy konkretnej grupy graczy, lub w świetle jakichś obranych założeń. Ze swojej strony zaczynałbym dyskusję w wybranej grupie i podsumowywałbym w tekstach na blogu, dając wam szansę zobaczenia jak inni ludzie odnoszą się do konkretnych tematów oraz skomentowania tych wypowiedzi.
Na pierwszy ogień idzie krótka dysputa, którą przeprowadziłem "na własnym podwórku", pytając moich graczy od Pathfindera, jaki jest ich stosunek do wskrzeszania Bohaterów Graczy. Moi Gracze trochę już przygód i sesji za sobą mają, w tym także kilka śmierci i wskrzeszeń - wirtualne Punkty Zdrowia i mechanika d20 potrafią być dość mordercze.
Praktycznie wszyscy w naszej grupie zgodnie uznali, że z punktu widzenia mechaniki systemu oraz ciągłości zabawy wskrzeszenia postaci w taki czy inny sposób są konieczne. Rozwiązanie to ma jednak szereg wad i staje się tak naprawdę złem koniecznym. Pojawiały się głosy sugerujące, że wskrzeszanie martwych postaci psuje fabułę, wprowadza pewną niekonsekwencję w settingu. Zabawa traci ten charakterystyczny dreszczyk emocji, poczucie zagrożenia, zaś świat traci na dramatyzmie. A czego, jak nie dramatyzmu, potrzeba, by stworzyć wciągającą historię?
Z drugiej strony, jak już wspomniałem, gracze chcą mieć możliwość kontynuowania gry pokonanym, rozbitym bohaterem. Po prostu konsekwencje zaklęć wskrzeszających wydają się dla nich być zbyt niewielkie. Kolejna śmierć w drużynie nie zaskakuje i nie jest problemem. Ja z kolei starałem się zwrócić uwagę na inny aspekt możliwości przywracania do życia. Większość śmierci, które do tej pory spotkała postacie moich Graczy, była dość "binarna" - postać albo była martwa, albo żywa. Do śmierci doprowadzała odpowiednia utrata wirtualnych Punktów Życia. Przy tym Bohaterowie nie tracili kończyn, nie doznawali zaraz przed śmiercią poważnego uszczerbku na zdrowiu. Zatem odpowiednio szybko rzucone zaklęcie Raise Dead (jedno z najsłabszych wskrzeszeń w systemie), za cenę mniejszą niż średnio-potężny przedmiot magiczny oraz niewielką karę (także możliwą do usunięcia magią) rozwiązywało problem. Wielu rozważających element systemu, jakim są wskrzeszenia w tego typu grach, zapomina jednak, że te słabsze zaklęcia niosą ze sobą szereg ograniczeń. Taka forma przywrócenia do życia nie pozwala na regenerację mocno uszkodzonego ciała, trzeba zaklęcie rzucić relatywnie szybko po śmierci i jeśli nie mamy w drużynie kapłana to znalezienie odpowiednio wysokopoziomowego castera może stanowić problem. Z jednej strony jako prowadzący chcę korzystać z tych ograniczeń, z drugiej strony muszę zapewnić jakąś rozrywkę graczowi, który akurat poległ i nie będzie miał możliwości ożywienia swojego bohatera do następnej sesji.
Moi Gracze zaproponowali kilka alternatywnych rozwiązań dla czarów przywracających do życia. Niektóre z nich mieliśmy okazję wykorzystać na sesji. Na początku kampanii zdarzyło się TPK. Zapytałem Graczy, czy są gotowi przyjąć pewne konsekwencje, ale kontynuować grę. Zgodzili się. Ich przeciwnik nie był zainteresowany ani dobijaniem swych ofiar, ani zabieraniem więźniów, więc Bohaterowie odzyskali przytomność po pewnym czasie, lecz każdy wyniósł z tej batalii jakąś pamiątkę. Łotrzyk przetrącony bark, barbarzyńca-poeta stracił większość zębów, przez co okrutnie seplenił przez pół kampanii, związana z naturą elfka do tej pory nosi na czole wypalony symbol plugawego bóstwa. Kampania uratowana, a gracze do jej końca będą pamiętać o niektórych z tych drobiazgów. Innym pomysłem było wykonanie małego zadania, które pozwoliło wskrzesić poległego towarzysza. W celu zachowania balansu mechanicznego, wskrzeszenie obarczyło nieszczęśnika negatywnymi poziomami, a zamiast kosztu w złocie, jego towarzysze także otrzymali po negatywnym poziomie.
Ciekawą propozycją jest założenie, że mechaniczny próg śmierci, to jeszcze nie śmierć postaci, a bardzo ciężki stan, w którym może pomóc już tylko zaawansowana magia lecząca. Pozbywamy się wtedy terminu "wskrzeszenie", a mechanicznie zostajemy przy tym samym. Działa to w przypadku niższych zaklęć przywracających do życia, ale jak w ten sposób wytłumaczyć reinkarnację kogoś, kto został na przykład spopielony?
Innym zaproponowanym rozwiązaniem jest założenie, że tylko Bohaterowie Graczy mają dostęp do tego typu magii. Wtedy znika problem pokroju "dlaczego każdy król/wysoki kapłan/burmistrz nie zostaje wskrzeszony, gdy przytrafi mu się coś złego?" a przy okazji podnosi rangę BG jako wyjątkowych herosów. Ja sam rozważałem możliwość całkowitego usunięcia wszystkich wskrzeszeń z systemu, poza potężnymi zaklęciami Wish/Miracle, przy założeniu, że BG mają dostęp do pewnej formy Punktów Przeznaczenia, którymi mogą uratować się przed śmiercią. A może niech zaklęcia wskrzeszające mają tylko pewną szansę na działanie? Dla przykładu, czar zdejmujący klątwę wymaga rzutu, by się powiódł. Analogiczny rzut można by wykonywać przy próbach wskrzeszania.
Podsumowując, moi Gracze dostrzegają korzyści płynące z możliwości przywracania swoich postaci do życia, jednakże przeszkadzają im zbyt niewielkie konsekwencje z tego wynikające oraz nieścisłości fabularne, jakie w związku z tym się pojawiają. A wy? Macie jakieś sprawdzone patenty? Może całkowicie zrezygnowaliście z przywracania do życia w tego typu systemach?











